czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział pierwszy

Wsiadając do samochodu ostatni raz spojrzałam w stronę domu. Przed nim stała cała moja rodzina. Pomachałam do nich i uśmiechnęłam się. Nawet z tej odległości widziałam, że mama ma łzy w oczach. Starała się to ukryć, bo wiedziała, że spełniają się moje marzenia, lecz na początku mówiła wprost, że ten pomysł się jej nie podoba. Zapięłam pasy i Kuba ruszył.
- Wszystko ok?- zapytał z troską w głosie i spojrzał na mnie. Jak ja dobrze znałam ten błękit oczu. Towarzyszył mi zawsze w trudnych jak i radosnych chwilach.
- Jasne, czemu miałoby być inaczej?- na potwierdzenie tych słów uśmiechnęłam się do niego. Nie do końca jestem pewna czy mi uwierzył, ale jak nawet nie to nie dał tego po sobie poznać.
Oparłam głowę o szybę. Żeby za dużo nie myśleć wzięłam słuchawki i włączyłam piosenki. Akurat trafiło na utwór LemONa "Nice" jedną z moich ulubionych. Tak słuchając sobie muzyki nawet nie zauważyłam kiedy dojechaliśmy na lotnisko. Jest tu pełno ludzi: skoczków, trenerów, kadry, ale też fotografów.
- Chyba nigdy nie widziałem czegoś takiego- szepnął Kuba.
Wysiedliśmy z auta. Podszedł do nas trener Polskiej kadry Łukasz Kruczek z Włodzimierzem Szaranowiczem- komentatorem sportowym.
- Dobrze, że już jesteście, za 10 minut samolot odlatuje. Ja jestem Łukasz Kruczek, a ten oto pan to Włodzimierz Szaranowicz- przedstawił trener.
-Witam droga młodzieży- zaczął pan Włodzimierz-Bardzo mi miło, że  interesujecie się komentatorstwem. Musze przyznać, ze w tym XXI wieku o tym jakże cudownym zawodzę, wiele osób zapomina. Dla tego jest mi niezmiernie miło, że mogę was poznać- wyciągnął rękę na powitanie a ja ją uścisnęłam. Pan Szaranowicz mówił dalej-mówmy sobie na "ty". Władek jestem.
- Milena Płatkowska
- Jakub Dachowski miło nam- oznajmił Kuba, który ledwo powstrzymywał śmiech. Polubiłam Włodzia, sympatyczny człowiek.
- Dobrze, jak już się wszyscy znają, z czego się cieszę, ale koniec pogaduszek. wsiadać do samolotu. Gdzie wasze bagaże?- spytał trener- Kuba ty jako mężczyzna wyciągnij je i połóż tam, koło reszty walizek. Idę zobaczyć czy te dzieci są już gotowe do odlotu- oznajmił i sobie poszedł.
Spojrzałam na Kubę zdziwiona. on tez zbytnie nie wiedział o co chodzi.
- Łukasz mówił o swoich podopiecznych skoczkach- uświadomił nas Włodek, a my wypchnęliśmy śmiechem. Chwile później siedziałam w samolocie koło Kuby.
- Kuba może jednak wysiądziemy, jeszcze mamy szanse...
- Milena spokojnie wszystko będzie ok. Nie ma się czego bać. Uspokój się- próbował podnieść mnie na duchu przyjaciel, a ja panicznie boje się latać samolotami.
- Kuba to nasza ostatnia szansa, jeszcze zdążymy wysiąść...- powiedziałam zrozpaczona.
- Milena- przerwał mi- nigdzie nie wysiadamy. Zobaczysz zaraz będziemy na miejscu.
Nic więcej nie mówiłam. Zamknęłam oczy i otworzyłam je dopiero jak wylądowaliśmy w Niemczech.
- Uwaga! Teraz wszyscy do autokarów na lotnisku. Prosto tam- powiedział z naciskiem trener- bagaże dostarczą do hotelu. I nie marudzić. Pytania?- Nikt się nie odezwał. Kruczek z zadowoloną miną pokiwał głową.
Na nogach z waty poszłam za Kubą do wyjścia. Wszyscy ruszyli do autokarów jakby wypuścili ich z jakieś klatki albo jakby widzieli autobusy pierwszy raz w życiu lub jakby była tam jakaś gwiazda. Przynajmniej... Kuba i ja musieliśmy szukać miejsca w drugim pojeździe. Na szczęście mniej więcej na środku znaleźliśmy dwa wolne miejsca. Obok nas zajął miejsce Włodek.
- Witajcie doga młodzieży- powiedział do nas radośnie. W odpowiedzi uśmiechnęliśmy się.
Po drodze do hotelu zdążyłam się zorientować, że będzie wesoło. Chłopaki śpiewali piosenki( niektóre lepiej zostawić bez komentarza). Mimo to wszyscy( nawet ja, która nie przepadała za tego typu piosenkami) cały autokar śpiewał.
- Joł kochani- siedzący przed nami Kuba Kot, nie wiadomo kiedy, obrócił się w naszą stronę i teraz szeroko się uśmiechał.- Kuba jestem, a wy? Chyba wcześniej was nie widziałem.
- Milena
- Kuba
- Miło was poznać, a...- nigdy nie dowiemy się co chciał nam powiedzieć brat Maćka Kota, gdyż..
- Ogłoszenie! Teraz wszyscy ładnie przemieszczają się do hotelu. Zatrzymujecie się w holu i czekacie tam na dalsze instrukcje, jasne?- zapytał Kruczek
- Tak jest- odpowiedzieliśmy zgodnie.
- No to jesteśmy moja kochana młodzież- powiedział, tak jak zdążyłam się przyzwyczaić, radośnie Szaranowicz. 
Każda osoba w autobusie poderwała się do wyjścia. Mieliśmy szczęście, że siedzieliśmy przy drzwiach. Cały tłum ludzi ruszył do hotelu. Niespodziewanie ktoś bieżę mnie pod rękę. Zaskoczona patrzę, a tu Kuba Kot promiennie uśmiechnięty. Nie mogłam inaczej, też się uśmiechnęłam. I jak jedna rodzina szliśmy dalej.  
***
Witajcie kochani:)
Przybywam do Was z pierwszym rozdziałem. Kolejny pojawi sie w przyszłym tygodniu, mam nadzieje, że zostaniecie i będziecie czytać dalej o przygodach Mileny. I pamiętajcie:
CZYTASZ-KOMENTUJESZ- MOTYWUJESZ :)
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale. Pozdrawiam
Thalia<3

2 komentarze:

  1. Taaa... rozstania z rodziną najtrudniejsze...
    Co on ma z tym "droga młodzieży"? xD WTF
    A ona co tak panikuje? By sobie wzięła jakiś lek uspokajający i byłoby dobrze.
    Weny :* :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie jesteś :) taki charakter... A co do "droga młodzieży" to wiesz niektórzy ludzie tak mają... :D dzieki kochana<3

    OdpowiedzUsuń